w pomidorach Wiedźmosquad Seramiś sierściuch Filet z mureny wszyscy jesteśmy Deviantami Filet Seramiś Makatka Wiedźmaster przedstawia Kitana anowi Luca żona grafika kobieta z miasta Wiedźmaty kociołek Iffryt rodzinnie czyli złośliwy babiniec pani I. przestała się do siebie przyznawać :) Dramatis personae WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST ABSOLUTNIE NIEPRZYPADKOWE I W PEŁNI ZAMIERZONE ja: (niedorobiony)grafik komputerowy, Bogini Sierotyzmu rozprzestrzeniająca tenże wszystkimi możliwymi sposobami oraz trzema jeszcze nieodkrytymi przez naukę, powszechnie zwana Makatką, przez TŻta Małżą* * patrz załącznik nr[1]: małże lub/i/oraz załącznik nr[2]: małżowina on: Wiedźmaster, oaza cierpliwości i lenistwa pokrótce zwana TŻtem* lub Małżem** *TŻt= towarzysz życiowy ** patrz załączniki załączone wyżej Wiedźma: nasz pies rasy schroniskowiec podobno mający domieszkę pitbulla lub amstaffa. Bydełko pocieszne, bezczelne i rozpieszczone przez nas do granic możliwości. Szaman: pies z numerem dwa czyli Mała Cholera i mój nieodpowiedzialny wybryk. Znajomi królika czyli przewijający się tu i tam w notkach wprowadzający do naszego życia dodatkowe opary absurdu. Filet(z mureny): zimna ryba zwana także suką alfa z pietruszką i rozmarynem na ramieniu, część ryżego sabatu sprowadzająca nowo poznanych ludzi do poziomu szmaty do podłogi. Seramiś vel Sierściuch: malutki, rudy, zielonooki pluszak o skuteczności działania rozszalałego tajfunu. Przy rzucie k6 masz 90% szans na to, że dasz się nabrać na to pierwsze, a wylądujesz w oku drugiego. Paweł: oficjalnie i urzędowo druga połówka Seramisia. Jedyny z zacnego grona, do którego mówimy (o zgrozo) po imieniu. Maruda: Naczelny dostawca bibliotecznych książek potrzebujący "baby na gwałt". i inni czyli ci, którzy kiedyś występowali, obecnie przewijają się z rzadka aczkolwiek nadal stanowią wdzięczny temat docinków w wydaniu Loży Szyderców czyli Wiedźmosquadu. |
scenki-rodzajoweżnietoperze Przypełzł Maruda. Popijamy piwko, gramy w Chronology, która to zresztą gra dostarcza kupy ubawu (zarówno pod względem zgadywania właściwego przedziału czasowego jak i pod względem tłumaczenia kart na polski). Piwo jak to piwo łazienki się domaga. W międzyczasie panowie czytają basha. ja (dosłyszawszy fragment tekstu po wyjściu z łazienki): co? Maruda: przeczytaj jeszcze raz. On (czyta basha): <ola>ta, nie wieże <anonymous>a ja dwie wieże <child_prodigy>a ja powrót króla ja: w nietoperze. Maruda: tam jest "ż" i "rz" ja: w nietoprzach? Dwa? Gdzieee? Maruda (myśli): nie wiem skąd mi się to wzięło. Tam jest żet z kropką. ja: tam jest jedno i to "rz". 2009-11-20 00:00:04 skomentuj (1) piątkowo
Nadal spacer. Ojciec dzwoni, że wyszedł właśnie z punktu i panowie z energetyki będą w poniedziałek między 12 a 16 włączyć prąd w właśnie wynajmowanym lokalu i mam im otworzyć. 2009-11-13 13:11:55 skomentuj (1) dziki lokator
Psiak ma trzy miesiące, zaczyna właśnie gubić zęby i najchętniej non stop by coś memłał. Mimo, że został wyjęty wprost z kojca od razu wiedział co dobre i już pierwszej nocy wpakował nam się do łóżka. Co mniej więcej oznacza, że sytuacja nie raz prezentuje się radośniej niż w rodzinnym grobie, bo z każdej strony dziki lokator, jakieś łapy, futro, ogon. Psy opracowały, ich zdaniem chyba genialną, metodę spania: Wiedźma wciska się od ściany, grzbietem do tejże coby mi później móc radośnie wbić przy rozpychaniu się swoje długie przeszczepy w żołądek albo nerki, później sardynka w puszcze czyli ja, dalej Mała Cholera i od brzego Ony, który przezornie śpi tak, żeby mieć z pół metra zapasu od brzegu wyra.
Metodę budzenia też już Szaman zdążył wypracować.
Oprócz tego wymaga spacerów przynajmniej co dwie godziny i jako, że TŻt radośnie twierdzi "to Twój pies" wszystkie muszę odbębnić ja. Tu zresztą jest miejsce na kolejną traumę czyli spacer w okolicach 4 nad ranem. Zimno, pizga, wilgotno a mały wyjątkowo o tej porze z załatwianiem potrzeb się nie spieszy, bo zwiedza. Znalazłam sobie pocieszacza na ową dziką godzinę czyli kontemplację kompletrnie cichego, pustego i wymarłego miasta. Chociaż przedwczoraj omal zawału nie dostałam jak mi z tej ciszy i pustki wyskoczyło z za zakrętu dwóch rowerzystów poruszających się wściekłym tempem. Jedyne co mi przychodzi na myśl to studenci wracający z jakiejś balangi, bo takie rzeczy o takich porach normalnie się nie dzieją. Prawda?
Szamek póki co rozumkiem się nie wykazuje. Czasem odnoszę wrażenie, że w łebku to on ma tylko sznureczek podtrzymujący uszy*. Jedynym przejawem pomyślunku póki co są zmarszczki myślące na baniaczku. Pociesza mnie to, że z oczu mu mądrze i dobrze patrzy. * faktem potwierdzającym tezę o sznureczku jest "jedno ucho bardziej". No bo jak taki wątły sznureczek ma trzymać "oba uchi" równo? Jedno uszko ma postawione w trójkąt do przodu, a drugie układa mu się "obwiśle" na bok jak Wiedźmie w tzw "płatek róży".
Szamek zaraz po wyjęciu z kojca. 2009-11-06 11:33:38 skomentuj (2) ćwiczenia ważna rzecz Godziny pracy. Dostaję maila od Onego. "Maruda to kretyn, bałwan i idiota!!!" Odpisuję: "Hmm? Czymś nowym podpadł?" Mail zwrotny: "A nie, nie. Ćwiczę tylko przed kolejnym spotkaniem." Ony leży na łóżku i burczy doceniając wyczyny lotnika-amatora... - Spytaj się Marudy czy jak leciał miał fryzurę z poLOTem. I czy myślał nad pracą w LOT. W sumie odkurzanie gabLOT w muzeum też byłoby niezłym pomysłem. Oraz przeprowadzka do LOTaryngii. Ma gwarantowane wyniki w LOTto i innych LOTeriach... i LOTność myśli. Choć pewnie po skoku zamarł na chwilę jak żona LOTa. Ale wyLOT z pracy nie byłby jednak najlepszym pomysłem. Chociaz giLOTyna wydaje się być czasem jednak niegłupim wynalazkiem. Ciekawe czy zdaje sobie sprawę, że wszyscy będą o nim pLOTkować? I nie powinien grać w LOTki, bo go jeszcze ktoś w uszkodzoną nogę trafi. Może kiedyś doścignie wieszcza i ułoży coś na kształt Pieśni WajdeLOTy? Ale kotce musi koniecznie zmienić imię na kLOTylda. Ciekawe czy mu robi opLOT wokół uszkodzonej nogi? W sumie to ogólnie można powiedzieć, że na imprezie był niezły odLOT. Za to za tydzień może odstawić zaLOTy przez wzięcie baby na litość. Niestety tylko część ze złotych myśli Onego udało mi się wklepać Marudzie w okienko GG, bo tenże ewakuuował się własnie lulać z powodu bólu głowy a ja przy okazji byłam zbyt zajęta wyzywaniem Onego od wariatów. EDIT: Ony mi właśnie koryguje via mail: "Dopisz, że Maruda spadochroniarstwa nauczy się wLOT. Ale ma nie grać w karty samymi bLOTkami." 2009-10-20 13:39:30 skomentuj (8) O tym jak Maruda odkrył w sobie swojego małego, prywatnego psychopatę
Filet dziuga Seramisia po spodniach.
Stilgar siada z wymachem na fotelu przy kompie. Maruda: bo Polański wielkim aktorem był!
I gwóźdź programu czyli jak to głupota na naszych imprezach dna sięgnęła i świńskim truchtem pochrumkując z uciechy oddaliła się na wschód. KARAŁUBUDUM ŁUUUP! (Maruda skoczył) - Maruda żyjesz? - Maruda wszystko w porządku? - Maruda a może znalazłeś białe sznurówki, które wyrzuciłam przez balkon 3 lata temu? (ostatnie by Filet)
Paweł z Seramisiem dostali napadu mesjanizmu pod wezwaniem Jasnego Paladyna Dobra Czystości Wierności i Niewyzłośliwiania Się Na Znajomych na Białym Świetlistym Rumaku. Wszyscy na wszystkich się poobrażali a pośrodku pobojowiska siedział Maruda rechocząc radośnie i nie mogąc przestać. Rechotał się jeszcze dobre pół godziny po wyjściu gości.
Do tej pory Ony rzuca tylko do (nadal!) rechoczącego się na samo wspomnienie lotu Marudy: Maruda odkrył w sobie małego, radosnego, prywatnego psychopatę i w wyniku radosnego skoku ma napad chęci skakania na bungee. Właśnie pożegnał się z nami słowami: no cześć, jakoś się spotkamy w locie.
Gość w dom Maruda z balkonu. 2009-10-18 16:31:03 skomentuj (5) zmodyfikowane: makatka |
|