księga gości


2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień






Zacny bakłażan
w pomidorach

Wiedźmosquad
Seramiś sierściuch
Filet z mureny

wszyscy jesteśmy Deviantami
Filet
Seramiś
Makatka

Wiedźmaster przedstawia
Kitana
anowi
Luca
żona grafika
kobieta z miasta

Wiedźmaty kociołek
Iffryt rodzinnie czyli złośliwy babiniec
pani I. przestała się do siebie przyznawać :)


Dramatis personae

WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST ABSOLUTNIE NIEPRZYPADKOWE I W PEŁNI ZAMIERZONE

ja: (niedorobiony)grafik komputerowy, Bogini Sierotyzmu rozprzestrzeniająca tenże wszystkimi możliwymi sposobami oraz trzema jeszcze nieodkrytymi przez naukę, powszechnie zwana Makatką, przez TŻta Małżą*
* patrz załącznik nr[1]: małże
lub/i/oraz załącznik nr[2]: małżowina


on: Wiedźmaster, oaza cierpliwości i lenistwa pokrótce zwana TŻtem* lub Małżem**
*TŻt= towarzysz życiowy
** patrz załączniki załączone wyżej


Wiedźma: nasz pies rasy schroniskowiec podobno mający domieszkę pitbulla lub amstaffa. Bydełko pocieszne, bezczelne i rozpieszczone przez nas do granic możliwości.

Szaman: pies z numerem dwa czyli Mała Cholera i mój nieodpowiedzialny wybryk.

Znajomi królika

czyli przewijający się tu i tam w notkach wprowadzający do naszego życia dodatkowe opary absurdu.

Filet(z mureny): zimna ryba zwana także suką alfa z pietruszką i rozmarynem na ramieniu, część ryżego sabatu sprowadzająca nowo poznanych ludzi do poziomu szmaty do podłogi.

Seramiś vel Sierściuch: malutki, rudy, zielonooki pluszak o skuteczności działania rozszalałego tajfunu. Przy rzucie k6 masz 90% szans na to, że dasz się nabrać na to pierwsze, a wylądujesz w oku drugiego.

Paweł: oficjalnie i urzędowo druga połówka Seramisia. Jedyny z zacnego grona, do którego mówimy (o zgrozo) po imieniu.

Maruda: Naczelny dostawca bibliotecznych książek potrzebujący "baby na gwałt".


i inni

czyli ci, którzy kiedyś występowali, obecnie przewijają się z rzadka aczkolwiek nadal stanowią wdzięczny temat docinków w wydaniu Loży Szyderców czyli Wiedźmosquadu.


scenki-rodzajowe


pies hutniczy

Wyjątkowo kładziemy sie w tym samym czasie spać. Już mam gasić światło kiedy między nas wskakuje Szaman* i stoi ze smętnie zwieszonym łbem i cierpieniem w oczach.
On: no i czego ty znowu chcesz? (odchyla kołdrę)
Szaman: (radośnie ładuje się pod kołdrę, szczurzy, niufa, parska, pochrumkuje i finalnie ze szczęśliwym westchnięciem uwala się Onemu w zgięciu nóg)
On: pieprzony jamnik XXL!

* Szaman- canis familiaris; nazwa handlowa: pitbull; nazwa domowa: pies hutniczy z powodu potwornych ilości wydzielanego przez niego ciepła; mimo swoich sześciu miesięcy- kawał wielkiego stwora.

EDIT:
fotka na życzenie :)

 


2010-02-01 05:18:30 skomentuj (4)
Hodowla mężczyzny

Znalezione na forum. Nie wiem jakie jest pierwotne pochodzenie tekstu ale jako, że mi się spodobał to powielam tutaj.


Pierwszy dzień w domu

Nowy mężczyzna w domu to radość dla kobiety, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu, ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila. Nie wiemy, jak był traktowany i jakie ma nawyki. Na wszelki wypadek nie należy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, lepiej też unikać podnoszenia głosu, bo może się skulić, schować za szafę i trzeba będzie włączyć odkurzacz żeby go wypłoszyć. Dlatego już od progu przemawiamy do niego łagodnym, acz stanowczym głosem. Układamy na kanapie, głaszczemy po głowie (ostrożnie, bo może nieprzyzwyczajony) i pozwalamy mu zatrzymać paletko, by czuł zapach z poprzedniego domu. Pierwsza noc jest zazwyczaj najtrudniejsza, ponieważ może pochlipywać i piszczeć, ale musimy wykazać się konsekwencją i nie brać go od razu do swojego łóżka, żeby się nie przyzwyczaił.


Złe nawyki

Już po kilku dniach pobytu nowego mężczyzny w domu orientujemy się pobieżnie, jakie ma nawyki. Najczęściej przywiązuje się do miejsca, na którym spędził pierwszą noc, czyli kanapy i tam zalega w pozycji horyzontalnej. Często z pilotem od telewizora w dłoni. Czasem z gazetą, sporadycznie z książką. Ponieważ mało mówi, mogłoby się wydawać, że myśli, ale najczęściej okazuje się, że to tylko złudzenie. Gdy czuje głód, opuszcza legowisko i buszuje po kuchni. Wtedy najlepiej być w domu i szybko zrobić mu coś do jedzenia. W przeciwnym razie w kuchni zastaniemy wypiętrzone grzbiety brudnych naczyń, pod stopami lepkie substancje, a wszystko posypane zgrzytającym cukrem i okruszkami chleba, w lodówce natomiast puste kartony po mleku. W żadnym wypadku nie wolno wtedy bić mężczyzny. Bo ucieknie.


Karmienie

Karmienie mężczyzny zwykle nie jest zbyt skomplikowane i nawet średnio zdolna kulinarnie kobieta udźwignie ten ciężar, w niektórych przypadkach również i związane z tym koszty. Nie należy się też stresować opinią mężczyzny na temat smaku podawanych dań, bo i tak żadna z nas nie potrafi gotować tak, jak jego mamusia. Podajemy zatem cokolwiek, byle było ciepłe, ponieważ on i tak nie oderwie oczu od gazety lub telewizora. Podobno znane są przypadki że udało się nauczyć mężczyznę, żeby kanapki jadł nad talerzem i nie w łóżku oraz nie podjadał z rondla, ani też nie gryzł całego pęta kiełbasy jak barbarzyńca, ale informacje te nie zostały potwierdzone naukowo. Jedno jest pewne - mężczyzna lubi dostawać jeść regularnie i szybciej się wtedy oswaja.


Pielęgnacja - ubieranie

Pielęgnacja mężczyzny wymaga wielu starań i nieustannego nadzoru. Nikt, kto jeszcze nie hodował w domu mężczyzny, nie zdaje sobie sprawy, jaki obowiązek bierze na swoje barki zarówno w dni robocze jak i w święta. Pierwszorzędną sprawą jest skompletowanie nowej garderoby. W przeciwnym wypadku mężczyzna nie porzuci rozciągniętego podkoszulka i wypchanego na kolanach dresu. No chyba, że się na nim rozpadną ze starości. Potem już tylko trzeba podsuwać mu rano gotowy zestaw do ubrania, prać, czyścić, prasować, przyszywać guziki, zestawiać kolory i chwalić, że świetnie wygląda. I bywa, że jedynym znakiem uznania za pielęgnacją mężczyzny jest odcisk obcej szminki na jego kołnierzyku.


Pielęgnacja - higiena

Są mężczyźni, którzy boją się wody jak ognia, ale takich na szczęście można wyczuć na odległość. Pozostali uwielbiają się chlapać w łazience godzinami. Co za tym idzie, musisz zaakceptować (bo jeszcze nikt nie wymyślił na to sposobu) permanentnie podniesioną deskę, brudną wannę, zachlapania w promieniu 5 metrów, nie zakręconą pastę, wodę w mydelniczce i zdeptany na podłodze, twój osobisty biały ręczniczek. W skrajnych przypadkach, dzięki wieloletnim wysiłkom, można przyuczyć mężczyznę do obcinania paznokci u nóg. Co prawda zrobi to na podłogę, ale twoje łydki po spędzonej wspólnie nocy nie będą wyglądały jak po walce z bengalskim tygrysem.


Pielęgnacja - kosmetyki

Zazwyczaj mężczyźni niechętnie używają kosmetyków, ale piankę do golenia i dezodorant podbierają z twojej półki, a do tego bezczelnie pyskują, że ma za bardzo kwiatowy zapach. Często idą dalej i podłączają się również do szamponu i odżywki, pasty i płynu do płukania ust. To jest irytujące, ale jeszcze nie naganne. Niepokoić się trzeba, kiedy ubywa brokatowego pudru, szminki, a zwłaszcza kiedy zauważasz, że ktoś chodził w twojej koronkowej bieliźnie...


Zdrowie

W przypadku mężczyzny nawet najlżejsze przeziębienie lub katar mogą być niebezpieczne i brzemienne w skutki. Nie dla niego oczywiście, tylko dla nas. Wystarczy stan podgorączkowy albo lekkie skaleczenie i mamy w domu rozhisteryzowaną, konającą ofiarę, która wymaga od nas wysoko wyspecjalizowanej opieki medycznej i psychoterapii, oraz zapewnień, że na pewno nie umrze. Nadludzkim wysiłkiem woli i cierpliwości musimy jakoś przeżyć te erupcje hipochondrii i wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń, że gdy my będziemy umierać w malignie na zapalenie płuc, ktoś poda nam szklankę wody. W sytuacji naszej choroby on przyjdzie i zapyta "a co dzisiaj mamy na obiad?".


Ruch

Oprócz wąskiej grupy fascynatów czynnego wypoczynku, mężczyzna, tak jak kot, potrafi przyjemnie przeżyć życie, nie opuszczając zamkniętych pomieszczeń. Nie licząc krótkiego dystansu "do" i "z" samochodu. Będzie się wił jak diabeł pod kropidłem, gdy spróbujemy namówić go na spacer. Gotów jest wtedy nawet wziąć się za jakąś pracę domową i lepiej nie stawać mu w tym na przeszkodzie. Ostatnią deską ratunku, żeby utrzymać jego i siebie w kondycji, jest sprowokowanie aktywności seksualnej. To nam rozwiąże kwestie jogi, aerobiku, gimnastyki artystycznej, hiperwentylacji i drenażu limfatycznego. Sposób domowy - tani i zdrowy.


Mnożenie


Ukoronowaniem wzorowej hodowli jest uzyskanie zdrowego potomstwa. Tu nie można popełnić częstego błędu czekając, aż mężczyzna sam się rozmnoży, ani też żywić nadziei, że wzbogacenie hodowli o drugiego mężczyznę rozwiąże tę palącą kwestię. Otóż nie rozwiąże, najwyżej się pozagryzają. A zatem pamiętajmy, że w rozmnażaniu mężczyzny musimy mu pomóc i odegrać w tym kluczową rolę. Jedyne, co mężczyzna powinien samodzielnie mnożyć, to środki na wychowanie potomstwa.


Kontrola

Kiedy nacieszymy się już naszym mężczyzną, a on oswoi się z nami i zacznie ufnie jeść z ręki, możemy zacząć delikatnie wypuszczać go z domu. Najpierw tylko do pracy, potem do mamusi na obiad, a za dobre sprawowanie nawet na piwo z kolegami. Ale trzeba być czujnym. Wprawdzie nie można go przykuć do kaloryfera, ani wszędzie mu towarzyszyć, ale od czego mamy komórki. Jak ma czyste sumienie i kocha, to sam się melduje średnio co godzinę, przynajmniej SMS-em. Martwić się należy, gdy za długo "abonent jest czasowo niedostępny". Wtedy trzeba przykrócić smycz, bo byłoby wielkim marnotrawstwem, gdyby naszego wypielęgnowanego ulubieńca używała jakaś flądra. I to za nasze pieniądze.


Tresura

Prędzej wielbłąda przeprowadzisz przez ucho igielne, niż nauczysz czegoś mężczyznę. Tresura powinna odbywać się w wieku szczenięcym i jeśli została zaniedbana w rodzinnym gnieździe, to nie mamy żadnych szans, żeby to zmienić. W wypadku braku elementarnych zasad dobrego wychowania, najlepiej po prostu zmienić egzemplarz na inny. Nie usypiać!!! Można przecież oddać w dobre ręce irytującej nas od dawna koleżanki, zostawić w schronisku wysokogórskim, bądź porzucić w lesie na parkingu.


Czas wolny

Mężczyznę nabywamy w przekonaniu, że wypełni nam przyjemnościami nasz czas wolny. I tu następuje duże rozczarowanie, gdyż okazuje się, że w związku z posiadaniem mężczyzny nie mamy już czasu wolnego. Raczej pozostaje nam zorganizować jego czas wolny, żeby nie zgnuśniał do reszty. Niektóre optymistki odnajdują się, oglądając transmisje sportowe, lepiąc samolociki, albo przekopując ogródek jego rodziców. Pesymistki biorą drugi etat, prace zlecone i robią błyskotliwe kariery.


Posłuszeństwo

Mężczyźni nigdy nie słuchają tego, co się do nich mówi. Mają co prawda dwoje uszu, ale jedno z nich służy do wpuszczania naszych słów, drugie natomiast do natychmiastowego ich wypuszczania. Jeśli czasem wydaje się nam, że słuchają naszych wywodów w skupieniu na twarzy, to niechybnie boli ich brzuch, albo muszą niezwłocznie udać się do toalety. Dlatego próby obarczenia ich nawet pozornie prostymi obowiązkami, takimi jak zrobienie podstawowych zakupów, wyrzucenie śmieci lub podlanie kwiatka podczas naszej nieobecności, nie mają najmniejszego sensu i powodują w nas samych niepotrzebną irytację.


Sztuczki

Jeżeli trafił nam się mężczyzna o wesołym i skorym do zabawy usposobieniu, mamy szansę nauczyć go paru sztuczek, które ułatwią nam nieco życie. Na przykład wracanie do domu na telefoniczne zawołanie, celność przy korzystaniu z toalety, umiejętność wrzucania brudnej bielizny do wnętrza pralki, aportowanie dóbr materialnych, oraz używanie ze zrozumieniem słów - "proszę", "przepraszam" i "dziękuję". Ot, taka edukacyjna zabawa. Na efekty trzeba długo czekać, ale nie zaszkodzi spróbować.


Własny kąt

Bardzo ważne, żeby mężczyzna miał w domu swoje miejsce, gdzie mógłby się schować i nie plątać się nam pod nogami. Najlepiej własny pokój z biurkiem pełnym nietykalnych świętości, ryczącym telewizorem nietykalnych legowiskiem, gdzie mógłby drzemać, udając, że ciężko pracuje. Pamiętajmy, że nie wolno nam tam wchodzić bez potrzeby i bez pukania. Zresztą byłby to duży szok dla naszego poczucia estetyki i porządku. Wkraczamy tam tylko w ostateczności, kiedy zaczyna brzydko pachnieć w mieszkaniu. Najlepiej w skafandrze do utylizacji radioaktywnych odpadów.


Mężczyzna w łóżku

Nieuniknione, że raczej prędzej niż później mężczyzna będzie się wpychał do naszego łóżka. Wślizgnie się od ściany, odepchnie łapami i zrzuci nas w nocy na podłogę, a wcześniej ściągnie z nas kołdrę. Jeśli jakimś cudem nie damy się zrzucić, uczepi się nas jak ośmiornica, przygniecie całym ciężarem i będzie chrapał prosto do ucha. Właściwie nie ma na to sposobu, ale pewnym pocieszeniem jest fakt, że mężczyzna wydziela bardzo dużo ciepła i można zaoszczędzić na ogrzewaniu w okresie jesienno - zimowym.


Zabawki

Mężczyzna najbardziej lubi bawić się "w doktora". Niestety, jak we wszystkim, nie zna umiaru, a my nie zawsze mamy ochotę mu w tym towarzyszyć, bo mamy swoją pracę i potrzebę przespania choćby sześciu godzin na dobę. Dlatego też, żeby się nie nudził, albo nie szukał innego towarzystwa, trzeba mu pozwolić bawić się jego ulubionymi zabawkami. Nowym samochodem, motorem, kinem domowym, albo monumentalnym sprzętem grającym, w najlepszym wypadku najnowszą komórką z internetem i wodotryskiem. Ważne, żeby się czymś zajął, a my w tym czasie bawimy się w naprawiacza kranów, elektryka, stolarza, kucharkę, zaopatrzeniowca... itd. itp.


Sam w domu

Zdarza się tak, że musimy pilnie wyjechać na parę dni i zostawić mężczyznę samego w domu. Wtedy zabezpieczamy, co tylko się da. Kwiatki wynosimy do sąsiadów, papugi do przyjaciółki, a oszczędności do banku. Zostawiamy pełną lodówkę i ogarnięte mieszkanie, żeby mu było przyjemnie. Wracając zastajemy kosmiczny bałagan i pustą lodówkę. Oddychamy z ulgą, bo jeśli byłoby posprzątane, to znak, że albo wcale nie spał w domu, albo ktoś mu pomógł zacierać ślady wiarołomstwa.



2010-01-21 14:10:22 skomentuj (10)
przebojów z kompem ciąg dalszy

czyli kontynuacja notki poprzedniej.

Pojechaliśmy do rodziców w celu dokonania aktu dłubactwa w kompie i uruchomienia nowej karty graficznej.

Sama walka z uaktualnianiem BIOSu trwała dobre trzy godziny. Cyrk polegał na braku kieszeni dyskietek i związanym z tym buncie oprogramowania Asusa.

Po zamontowaniu karty okazało się, że aktualka BIOSu niewiele dała i komp nadal nie chce się podnieść. Zaistniało podejrzenie, że albo zasilacz jest jednak za słaby albo płyta, co jednak jest mniej prawdopodobe, nie jest kompatybilna z kartą.

W wyniku zaistnienia powyższych okoliczności zabraliśmy kartę do nas, żeby przynajmniej sprawdzić czy na 100% nie jest uszkodzona. U nas oczywiście śmiga jak złoto. Jej instalacja łącznie z dograniem sterowników zajęła niecałe 10 minut.

Póki co my jesteśmy bogatsi o kartę graficzną a następnym razem do rodziców mamy zabrać naszą starą żeby sprawdzić jak tamten komputer sobie z nią radzi i czy w ogóle sobie radzi.

Tyle kombinacji tylko po to, żeby uruchomić ojcu jedną gierkę. Nie wspominając już o nakładach finansowych (jak na razie karta graficzna, majaczy w tle zasilacz lub płyta główna albo obie te rzeczy).
Anbeliwable...


2010-01-18 13:44:26 skomentuj (0)
misz masz


Spieszę zapewnić, że żyję ;)

Formalności mając za sobą...

Któraś impreza.
Niestety kartki z notatkami mi podstępnie wyrywali i została jedna... poznały się bestie, że później zostaną uwiecznione w internecie.

Ony opowiadał jak to Marudę wiózł na pogotowie w celu "opukania" obolałej kończyny dolnej po niefortunnym skoku z balkonu.
Minak(patrząc podejrzliwie na Marudę): noga go nadal boli, bo trochę mamrocze

Maruda: Prince ma kolor skóry beżowy.
Cóż... nie od dziś wiadomo, że faceci na kolorach się nie znają a "śliwka to owoc a nie kolor".

Scenki rodzinne

Wigilia:
Tata dostaje Call of Duty: Modern Warfare 2

Drugi dzień świąt:
Gra nadal nie uruchomiona, przy komputerze kwitnie już nie tylko Ony siostry pomieszkujący wówczas u nich ale też i mój. Pada diagnoza- za słaba karta graficzna. Nerwowe poszukiwanie na allegro i tatowe "dawaj bierzemy" (już, natychmiast! bo przecież nie można poszukać na spokojnie i wyszukać najlepszej karty w danej ofercie cenowej) owocuje zakupem grafy.

02.I
Czarna rozpacz- świąteczny tydzień minął a te chamy nie dość, że karty nie przysłały to jeszcze na maile nie odpowiadają! (tragedia w I akcie MODE ON). Niestety z zakładu, że ojcu nie uda się karty podłączyć i uruchomić nici, bo oboje z Onym byliśmy tego samego zdania.

07.I
Bezczelnie odpoczywające w okresie świąteczno-sylwestrowym chamy przysłały kartę. Grafa w teorii podłączona- nie działa. Konsultacje telefoniczne z Onym, który podpowiada dociśnięcie wszystkich kabelków i uaktualnienie BIOSu do "pyty" głównej.

08.I
ja: działa?
tata: nie miałem czasu podłubać.

12.I (godziny popołudniowe, gadamy przez telefon omawiając moje pomysły mieszkaniowe** i kompa)
ja: i jak?
tata: nie działa, boję się coś ruszać, bo nie mogę znaleźć oprogramowania od płyty, na stronie coś piszą, że dla bezpieczeństwa zrzucić stary BIOS na dyskietkę a ja nie mam nawet kieszeni na dyskietki
ja: mhm.. a kiedy przyjeżdża Kochaś* ?
tata: na studniówkę, chyba w tym tygodniu albo w następnym.
ja: to się dowiedz kiedy to zobaczymy kto będzie dłubał przy kompie.

kilka minut później.
tata: Kochaś będzie za dwa tygodnie
ja: ok, to w sobotę możemy do was wpaść na obiad i się zobaczy co z tym kompem.
tata: ok

12.I (godziny wieczorne)
Mama dzwoni z aferą, że ona się nie zgadza, żebym się wyprowadzała "na największą wieś" czyli pod Wołomin. Za to jak sobie coś znajdę po ich stronie Warszawy to będzie wszystko ok. Nie ogarniam toku rozumowania, zwłaszcza, że od strony zachodniej albo daaaaleko poza moim zasięgiem finansowym, albo kiepściutki dojazd(via PKS), albo(jak koło Błonia) zero lasu, zero zagajników, zero krzaczków, pola przetykane samotnymi chałupkami jak okiem sięgnąć, wychodzisz z samochodu na posesję i Cię wiatr do rowu wpycha.
mama: a z tym komputerem to nie jest konieczne, tacie wszystko jedno czy to będzie teraz czy za miesiąc. Ale jak chcesz możesz przyjechac na obiad.
ja: mhm... to jak wszystko jedno to mnie się w sumie nie chce jechać. Daj go do telefonu proszę.
mama: śpi
ja: o 21?
mama: jest prawie 22
ja: mhm

13.I
Miałam przekazać z frmy Onego pewne informacje o wynajmowanym przez nich lokalu, który właśnie opuścili.
Pomijając kwestie mieszkaniowe, w których akurat mamy podobne zdanie.
ja: mama mówiła, że Ci wszystko jedno co z tym kompem i może być za miesiąc
tata: naprawdę? Miło, że zapytała mnie o zdanie.

13.I (godziny około wieczorne)
tata: to jesteśmy umówieni, bądźcie w sobotę między 14 a 15, odbiorę was z ostatniej stacji metra.

Kurtyna nie zapada, przepraw z grą, grafą i kompem bedzie w weekend ciąg dalszy.

Sikanie z wiatrem w sandałach.

Biedny Filet pisze durną pracę o chrześcijaństwie w Afryce. Nad ranem. Wszyscy głupieją a w szczególności szare komórki.

Filet
najgorzej było przy soborze efeskim i chalcedońskim
to był poziom świadomości "i wtedy ci drugi otworzyli własny sobór, zatwierdzili własne poglądy i ekskomunikowali kolegów zza barykady"
jak dzieci swoją drogą
ja:
bo moja piaskownica jest fajniejsza niż twoja!
Filet
no właśnie brakuje żeby jeden nasikał drugim do piaskownicy
gdybym mogła to bym to dopisała
ale barykada zostaje
hmmm... a może zmienie na obóz
ja:
sikanie z obozu do obozu? z wiatrem czy pod ?
Filet
z wiatrem of kors, pod wiatr to zły pomysł, zwłaszcza jak nosisz sukienkę
ja:
znaczy ten no... chałat?
Filet
to Żydzi
ja:
ale też leja...
Filet
chrześcijanie mają gorzej, zwłaszcza ci co potem zostali katolikami, bo to oznacza sikanie bez podtrzymywania, bo nieładnie się dotykać
AHA! to dlatego nosili sandały!
łatwiej wypłukać!
ja:
ale rzymianie tez nosili sandały
Filet
i spódnice
naprawde muszę ci to tłumaczyć?
ja:
ciekawa jestem twojej teorii
Filet
gdzie teraz mieszkają katolicy?
w Rzymie, tak?
ja:
uhu
znaczy nie kataolicy ale ich guru
Filet
no, a to katolicy sikali w czasie chalcedonu na nie-katolików, a właściwie proto-katolicy na proto-nie-katolików

Dwie godziny później. Filet się zastanawia jak ocalić pracę ptrzed pożarciem przez nieobliczalnego kompa w sytuacji kiedy przeglądarka i poczta nie działa.
 
Filet
kurwa, debil, mam gwizdek przecież
to nie, jednak się nie zapoznasz z moją tfurczościa o sikaniu z wiatrem w sandałach
znaczy nie z wiatrem w sandałach...
oj wiesz o co kaman
ja:
wiatr w sandałach...
w sumie niektorym by się permanentnie przydał...

Nadal- wczorajsza rozmowa z Filetem, trochę się żaliłam, że Ony chce psu jajka obciąć.

Filet
poza tym z jajkami, nawet jak suka wycięta, to będzie szalał jak będzie miała cieczkę
ja:
EEE? jak wycięta suka może mieć cieczkę ?
Filet
nie wiem, nie znam się, nigdy nie miałam suki
ja:
no weź.. zastanów się  czy ty byś miała okres jakby ci jajniki i macice wyrżneli?
Filet:
cholera, fajnie ma... a my się musimy męczyć



* Kochaś- narzeczony mojej młodszej, 18 letniej siostry. Ślub za dwa lata.
** pomysły mieszkaniowe-póki co polegają na:
a) szukaniu w sensownej okolicy w Wawie lokalu o powierzchni ok 55-60m
b) szukaniu pod Wawą ze względnie sensownym dojazdem typu WKD tudzież Koleje Mazowieckie tudzież inny "pociung" gotowej chałupki o powierzchni 70m+ i przypisanej do niej działki minimum 1000m w odległości do 30-35km.




2010-01-13 04:08:00 skomentuj (1)
kapelowa Wigilia

Czyli spotkania alkoholowe Polaków w gronie zacnej kapeli GoNaked* i przyległości w postaci gruppies i znajomych królika.

Kobyła** wymyśliła lokal, zarezerwowała stolik. Wyjątkowo nic nie odbywało się na wariata. Był Plan przez duże P.

ja (chwilę przed wyjściem): stabuj to i weź mi spisz adres Klubu pod Gwiazdami.
on (stabował i pisze)
Po chwili dostaję kartkę:
Jerozolimskie 42
"POD GWIAZDAMI"
"NAD ZIEMIĄ"
"POMIĘDZY WIERSZAMI"
"JEZUS CIĘ KOCHA!"
Jeszcze nie podejrzewałam, że to wróży absurdalnego wieczoru ciąg dalszy.

W tamwaju byłam do tego stopnia zafascynowana pewnym wybrykiem natury, że przejechałam przystanek za daleko sprawdzając czy dziwowisko to chłop czy baba. Wybryk natury vel autysta był odziany w: prawie jak damskie kozaczki wypuszczone na wierzch jeansów, jeansy rurki... ale tylko do kolan, bo nad kolanami robiła się pumpo-bania i tamże znajdował się krok tego czegoś, przy jeansach pobrzękiwał łańcuch-krowiak, kurtka była z półki unisex, czapka z pomponem dziarsko podrygującym z tyłu, oprawki okularów takoż z półki unisex a całość dzieła wieńczył plecaczek wyglądający jak standartowa babska torba-wór. Po wnikliwej obserwacji i przedefilowaniu tuż koło dziwowiska naocznie stwierdziłam, że dziwowisko ma zarost.

Spóźniłam się i szczerze przyznam, że byłam ciężko zaskoczona widząc rezydującego na miejscu Fileta, który zawsze dociera ostatni a nawet jeśli nie ostatni to przynajmniej baaaaardzo mocno spóźniony.
Istny szok kulturowy.

Gwiazdą wieczoru okazał się być silikonowy cycek, który to cyc otrzymał Dziadu*** od Kobyły.
Gośka****: jak tak macam swój cycek i ten silikonowy to ewidentnie czuję, że silikon jest sztuczny.
Cyc był rozciągany, gnieciony, gryziony i wsadzany w spodnie. Nie pytać.

Z Filetem z nieustającą fascynacją spozierałyśmy na dziewoję siedzącą w przeciwległym krańcu stołu i robiącą za karabin Maxima wyrzucający z siebie non stop w niewiarygodnym tempie potok słów. Nadal nie wiemy kto zacz acz na pewno "znajomi królika".

Olsen***** wymyślił wyprawę do Soho w celu oglądania gołych panienek jako, że Gwiazdy mieli zamykać koło północy. Pomysłowi radośnie przyklasnął Dziadu i przekonał do wypadu biedną Kobyłę, która rano wybierała się do pracy. Pomysł w międzyczasie trochę zdechł i podumarł jako, że Olsen miał niejakie problemy z oceną rzeczywistości przedstawionej i zastanej. Jednakowoż panowie na swoim postawili i koło północy nastąpiła ewakuacja części jednostek na gołe baby. Reszta zmyła się ciut wcześniej i zostaliśmy z Filetem i Marudą sami. W oczekiwaniu na najbliższy nocny zresztą. Jak się natychmiast okazało nie do końca sami, bo szybciutko przysunęli się do nas dwaj panowie (jak się później okazało członkowie innej kapeli) siedzący wcześniej w towarzystwie karabinu Maxima.
I się zaczęło. Poziom absurdu, abstrakcji i bredzenia przerósł nasze najśmielsze podejrzenia, śmiać się nie mogłam przestać, notować też było ciężko, bo wyszły jakieś nieczytelne bohomazy zawierające jeno drobną część radości.

Panowie chcieli rozpocząć głębokie rozmowy o życiu i zaczęli obrazowo od opisu miłości i sekretnego życia łabędzi.
Tomek: bo to jest tak, że jak umrze sztuczną śmiercią...
my z Filetem zgodnym chórem: a co to jest śmierć sztuczna?
Tomek: no ta inna niż naturalna
Poległyśmy.

Panowie usiłowali nam dowieść przewagi ciągnięcia kobiety za włosy do jaskini, bo "jak się ciągnie za nogi to piachu nabiera".
Maruda: kobietę na ramię i do jaskini!
Tomek: a co jak nie masz roweru???
Maruda: ramię! nie ramę!

Zamówili coś, co nam wszystkim bardzo posmakowało w wyniku czego domówili kolejne talerze koreczków z zapiekanego ze śliwką boczku.
Grzesiek (marudzi coś o tyciu)
Tomek: boczek wyszczupla, a śliwka rozdyma!

Fajków brak, wszystko się pokończyło, Tomek spoziera na stolik obok i duma nad wyprawą na sępa.
Filet: to weźcie tak po studencku się sztachnijcie.
Tomek: ja to po studencku wodę mineralną.
Filet: a z bąbelkami czy bez?
Grzesiek: z bąbelkami, wtedy są dodatkowe atrakcje.

Grzesiek opowiadał jak to lubi "leżeć i pachnieć" czyli pokrótce się opierdalać z użyciem filtru 30 i "machając dwa razy nogami". Rozmowa zeszła na wiek, Grzesiek wystawia swoją kończynę prezentując jej gładkość.
Grzesiek: wolnym rolnikom mówimy nie!
Tomek: a wolny rodnik to te plemniki, które nie uczestniczą?

Rozmowa na temat tańca (acz w sumie cięzko temat doprecyzować, bo ten się zmieniał nader płynnie w zależności od sytuacji i stopnia brechtawy) ale o ile pamiętam panowie mieli przez chwilę ochotę popląsać mimo ewidentnego braku miejsca i świętego oburzenia, że "te rury są w poziomie".
Grzesiek: a wy to tańczycie tylko po pijaku i bez staników?
Filet: a Ty co? też bez stanika?
Grzesiek: a jak! żelki na wierzchu!

I garść luźnych tekstów, których kontekst mi gdzieś umknął w natłoku radości.

Tomek: oddychanie ustami nie jest przyjemne, bo tam nie ma meszków.

Grzesiek: jak znosicie adwent?
Tu nas z lekka wmurowało, no bo co to za pytanie w gronie osób niewierzących.

Grzesiek: pokropić wędzidło i przez następny rok dygu-dygu (to nastąpił ruch ręka sugerujący majtanie).

Tomek: ja nie lubię się przytrollić z rana. Czyli jak śmierdzę z rana to już nie jest ok.

Grzesiek: to mnie strasznie impregnuje!

A ja z niewiadomych bliżej powodów zostałam przemianowana na "Tamagotchi" przez Tomka.

W wyniku powyższego zamiast grzecznie potuptać do domu tuż po północy wypełzłyśmy z Gwiazd dopiero jak puścili sugestywny utwór "To już jest koniec" koło 2:30 nad ranem.

Po czym koło 3 zadzwoniła znajoma (wysyłając uprzednio maila z gatunku "nie śpisz? mogę zadzwonić?") i skończyłyśmy gadać o 5.


* podła propaganda- tu można odsłuchać małe "conieco"
**Kobyła- prawie_jak_dziewczyna Dziada
***Dziadu- członek kapeli GoNaked
****Gośka- psiapsiółka Kobyły
*****Olsen-kategoria "znajomi królika"


2009-12-20 18:51:47 skomentuj (4)

zmodyfikowane: makatka