księga gości


2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień






Zacny bakłażan
w pomidorach

Wiedźmosquad
Seramiś sierściuch
Filet z mureny

wszyscy jesteśmy Deviantami
Filet
Seramiś
Makatka

Wiedźmaster przedstawia
Kitana
anowi
Luca
żona grafika
kobieta z miasta

Wiedźmaty kociołek
Iffryt rodzinnie czyli złośliwy babiniec
pani I. przestała się do siebie przyznawać :)


Dramatis personae

WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST ABSOLUTNIE NIEPRZYPADKOWE I W PEŁNI ZAMIERZONE

ja: (niedorobiony)grafik komputerowy, Bogini Sierotyzmu rozprzestrzeniająca tenże wszystkimi możliwymi sposobami oraz trzema jeszcze nieodkrytymi przez naukę, powszechnie zwana Makatką, przez TŻta Małżą*
* patrz załącznik nr[1]: małże
lub/i/oraz załącznik nr[2]: małżowina


on: Wiedźmaster, oaza cierpliwości i lenistwa pokrótce zwana TŻtem* lub Małżem**
*TŻt= towarzysz życiowy
** patrz załączniki załączone wyżej


Wiedźma: nasz pies rasy schroniskowiec podobno mający domieszkę pitbulla lub amstaffa. Bydełko pocieszne, bezczelne i rozpieszczone przez nas do granic możliwości.

Szaman: pies z numerem dwa czyli Mała Cholera i mój nieodpowiedzialny wybryk.

Znajomi królika

czyli przewijający się tu i tam w notkach wprowadzający do naszego życia dodatkowe opary absurdu.

Filet(z mureny): zimna ryba zwana także suką alfa z pietruszką i rozmarynem na ramieniu, część ryżego sabatu sprowadzająca nowo poznanych ludzi do poziomu szmaty do podłogi.

Seramiś vel Sierściuch: malutki, rudy, zielonooki pluszak o skuteczności działania rozszalałego tajfunu. Przy rzucie k6 masz 90% szans na to, że dasz się nabrać na to pierwsze, a wylądujesz w oku drugiego.

Paweł: oficjalnie i urzędowo druga połówka Seramisia. Jedyny z zacnego grona, do którego mówimy (o zgrozo) po imieniu.

Maruda: Naczelny dostawca bibliotecznych książek potrzebujący "baby na gwałt".


i inni

czyli ci, którzy kiedyś występowali, obecnie przewijają się z rzadka aczkolwiek nadal stanowią wdzięczny temat docinków w wydaniu Loży Szyderców czyli Wiedźmosquadu.


scenki-rodzajowe


żnietoperze

Przypełzł Maruda. Popijamy piwko, gramy w Chronology, która to zresztą gra dostarcza kupy ubawu (zarówno pod względem zgadywania właściwego przedziału czasowego jak i pod względem tłumaczenia kart na polski).
Piwo jak to piwo łazienki się domaga. W międzyczasie panowie czytają basha.

ja (dosłyszawszy fragment tekstu po wyjściu z łazienki): co?
Maruda: przeczytaj jeszcze raz.
On (czyta basha):
<ola>ta, nie wieże
<anonymous>a ja dwie wieże
<child_prodigy>a ja powrót króla
ja: w nietoperze.
Maruda: tam jest "ż" i "rz"
ja: w nietoprzach? Dwa? Gdzieee?
Maruda (myśli): nie wiem skąd mi się to wzięło. Tam jest żet z kropką.
ja: tam jest jedno i to "rz".


2009-11-20 00:00:04 skomentuj (1)
piątkowo


Spacer. Jeden pies w jednej garści, drugi w drugiej. Z naprzeciwka idzie dwóch chłopaczków odzianych w stylu kojarzącym się ze skrzyżowaniem dresa z hip hopowcem (nie wyznaję się na aktualnych trendach ani jednej ani drugiej grupy więc niewykluczone, że coś pokręciłam). Szaman jak to Szaman cieszy dupę do każdego przechodzącego człowieka, a do tych przechodzących bliżej "słupkuje" na naprężonej smyczy wymachując ogonem i przednimi łapami.
Koleś, do którego pies "słupkował", odsuwając się: ja go nie będę głaskał, bo się jeszcze oswoi a ma być groźny.
Osłupiałam. Acz bez wymachiwania przednimi łapkami.

Nadal spacer. Ojciec dzwoni, że wyszedł właśnie z punktu i panowie z energetyki będą w poniedziałek między 12 a 16 włączyć prąd w właśnie wynajmowanym lokalu i mam im otworzyć.
Wycieram psom pospacerowo łapy, dzwonek do drzwi.
ja: słucham?
pan: przyszliśmy włączyć prąd.
ja(zgłupiałam): przecież mieli panowie być w poniedziałek?
pan: taaaak?
ja: zaraz schodzę tylko klucze znajdę.
Schodzę.
ja: mieli być panowie 16go
pan: ale jesteśmy dzisiaj a Pani tacie się chyba spieszyło?
ja (stwierdziłam, że już nie będę komentować, że przecież mogło mnie nie być i mało brakowało a by mnie nie zastali jakbym wróciła choć kilka minut później z wietrzenia psich dup)




2009-11-13 13:11:55 skomentuj (1)
dziki lokator


Dziki lokator zwie się Szaman (w ramach kompletu do Wiedźmy) ale Ony zdążył juz mu nadać szereg innych przezwisk:
Szamka (od szamania)
Szlamek
Szlamajda
Szampon
Szymon
Brzydal
i oczywiście Mała Cholera

Psiak ma trzy miesiące, zaczyna właśnie gubić zęby i najchętniej non stop by coś memłał.
Zaczynam się czuć jak niedorobiona terrorystka. Młody jak słyszy mój ryk FEEE albo widzi ścierę w ręku kiedy go przyłapię na podgryzaniu czegoś, co do podgryzania przeznaczone nie jest (np kanapy, pościeli, kabla od ładowarki, jeansów, butów, kończąc na dywanie i tym co mu się w mordę nawinie czyli np jakiś spadniętych na glebę biletach) spiernicza na drugi koniec mieszkania.

Mimo, że został wyjęty wprost z kojca od razu wiedział co dobre i już pierwszej nocy wpakował nam się do łóżka. Co mniej więcej oznacza, że sytuacja nie raz prezentuje się radośniej niż w rodzinnym grobie, bo z każdej strony dziki lokator, jakieś łapy, futro, ogon. Psy opracowały, ich zdaniem chyba genialną, metodę spania: Wiedźma wciska się od ściany, grzbietem do tejże coby mi później móc radośnie wbić przy rozpychaniu się swoje długie przeszczepy w żołądek albo nerki, później sardynka w puszcze czyli ja, dalej Mała Cholera i od brzego Ony, który przezornie śpi tak, żeby mieć z pół metra zapasu od brzegu wyra.

Metodę budzenia też już Szaman zdążył wypracować.
Metoda nr 1 (póki co nie taka straszna, gorzej będzie jak mu baniak urośnie):
Kładzie łeb na szyi i mnie ciągnie zębami za włosy.
Metoda nr 2 (strasznie irytująca i powodująca moje oburzone wierzgi):
Wędruje w nogi wyra i radośnie zabiera się za memłanie mojego dużego palca u stopy. Traumatyczne.

Oprócz tego wymaga spacerów przynajmniej co dwie godziny i jako, że TŻt radośnie twierdzi "to Twój pies" wszystkie muszę odbębnić ja. Tu zresztą jest miejsce na kolejną traumę czyli spacer w okolicach 4 nad ranem. Zimno, pizga, wilgotno a mały wyjątkowo o tej porze z załatwianiem potrzeb się nie spieszy, bo zwiedza. Znalazłam sobie pocieszacza na ową dziką godzinę czyli kontemplację kompletrnie cichego, pustego i wymarłego miasta. Chociaż przedwczoraj omal zawału nie dostałam jak mi z tej ciszy i pustki wyskoczyło z za zakrętu dwóch rowerzystów poruszających się wściekłym tempem. Jedyne co mi przychodzi na myśl to studenci wracający z jakiejś balangi, bo takie rzeczy o takich porach normalnie się nie dzieją. Prawda?
Chociaż w sumie diabli wiedzą, bo jak wracałam to pod drzwiami klatki natknęłam się na dwie osoby, płci przeciwnej na fajku. Skąd się wzięli o takiej porze i skąd wypełzli, bo jako sąsiadów to ja ich nie rozpoznałam? Diabli jedni raczą wiedzieć.

Szamek póki co rozumkiem się nie wykazuje. Czasem odnoszę wrażenie, że w łebku to on ma tylko sznureczek podtrzymujący uszy*. Jedynym przejawem pomyślunku póki co są zmarszczki myślące na baniaczku. Pociesza mnie to, że z oczu mu mądrze i dobrze patrzy.
Acz niewykluczone, że zanim patrzenie przełoży się na pomyślunek to Ony go na kebab przerobi, bo grozi tym Małej Cholerze non stop.

* faktem potwierdzającym tezę o sznureczku jest "jedno ucho bardziej". No bo jak taki wątły sznureczek ma trzymać "oba uchi" równo? Jedno uszko ma postawione w trójkąt do przodu, a drugie układa mu się "obwiśle" na bok jak Wiedźmie w tzw "płatek róży".

Szamek zaraz po wyjęciu z kojca.

Niestety na zdjęciach oba uszka położył po sobie i nie widać jaka z niego jest pokraka.









 


Coraz częściej wydaje mi się, że wzięłam do domu świnkę wietnamską a nie psa. Śpi-chrumka, skacze do zabawki-chrumka, chce coś- chrumczomiauka. W dodatku podobieństwo jest wprost uderzające:




2009-11-06 11:33:38 skomentuj (2)
ćwiczenia ważna rzecz

Godziny pracy. Dostaję maila od Onego.
"Maruda to kretyn, bałwan i idiota!!!"
Odpisuję:
"Hmm? Czymś nowym podpadł?"
Mail zwrotny:
"A nie, nie. Ćwiczę tylko przed kolejnym spotkaniem."

Ony leży na łóżku i burczy doceniając wyczyny lotnika-amatora...
- Spytaj się Marudy czy jak leciał miał fryzurę z poLOTem.
I czy myślał nad pracą w LOT. W sumie odkurzanie gabLOT w muzeum też byłoby niezłym pomysłem.
Oraz przeprowadzka do LOTaryngii.
Ma gwarantowane wyniki w LOTto i innych LOTeriach... i LOTność myśli. Choć pewnie po skoku zamarł na chwilę jak żona LOTa.
Ale wyLOT z pracy nie byłby jednak najlepszym pomysłem. Chociaz giLOTyna wydaje się być czasem jednak niegłupim wynalazkiem.
Ciekawe czy zdaje sobie sprawę, że wszyscy będą o nim pLOTkować?
I nie powinien grać w LOTki, bo go jeszcze ktoś w uszkodzoną nogę trafi.
Może kiedyś doścignie wieszcza i ułoży coś na kształt Pieśni WajdeLOTy?
Ale kotce musi koniecznie zmienić imię na kLOTylda. Ciekawe czy mu robi opLOT wokół uszkodzonej nogi?
W sumie to ogólnie można powiedzieć, że na imprezie był niezły odLOT.
Za to za tydzień może odstawić zaLOTy przez wzięcie baby na litość.

Niestety tylko część ze złotych myśli Onego udało mi się wklepać Marudzie w okienko GG, bo tenże ewakuuował się własnie lulać z powodu bólu głowy a ja przy okazji byłam zbyt zajęta wyzywaniem Onego od wariatów.

EDIT: Ony mi właśnie koryguje via mail:
"Dopisz, że Maruda spadochroniarstwa nauczy się wLOT. Ale ma nie grać w karty samymi bLOTkami."


2009-10-20 13:39:30 skomentuj (8)
O tym jak Maruda odkrył w sobie swojego małego, prywatnego psychopatę


On (maca Fileta po nowej fryzurze)
Filet (skonsternowany): co robisz?
On: macam piórka
Filet (popadł w kompletną konsternację)

Filet dziuga Seramisia po spodniach.
Filet: o! Tu masz kraba!
Seramiś: tak i nazywa się Stefan
On: ale jak chcesz go przytulać możesz mu mówić Dżordż.

Stilgar siada z wymachem na fotelu przy kompie.
Filet: I tak zatonął Titanic.

Maruda: bo Polański wielkim aktorem był!

I gwóźdź programu czyli jak to głupota na naszych imprezach dna sięgnęła i świńskim truchtem pochrumkując z uciechy oddaliła się na wschód.

Rzuciłam Marudę klapkiem w wyniku podpieprzenia mi stanika i zaciągania się nim. Maruda klapka lotem koszącym wywalił przez balkon.
ja: a chcesz sprawdzić czy Twój plecak umie latać?
Maruda: tak
ja: jesteś pewien?
Maruda: absolutnie
ja: ale na pewno?
Maruda: tak!
W tym momencie plecak pofrunął lotem koszącym w ślad za klapkiem.
A Maruda postanowił pójść w jego ślady. Zanim Ony dotarł na balkon, Maruda już wisiał na zewnątrz trzymając się barierki*. Całe towarzystwo dostało napadu paniki i posiadania wnętrzności we własnych gardłach.

KARAŁUBUDUM ŁUUUP! (Maruda skoczył)

- Maruda żyjesz? - Maruda wszystko w porządku? - Maruda a może znalazłeś białe sznurówki, które wyrzuciłam przez balkon 3 lata temu? (ostatnie by Filet)

Paweł z Seramisiem dostali napadu mesjanizmu pod wezwaniem Jasnego Paladyna Dobra Czystości Wierności i Niewyzłośliwiania Się Na Znajomych na Białym Świetlistym Rumaku. Wszyscy na wszystkich się poobrażali a pośrodku pobojowiska siedział Maruda rechocząc radośnie i nie mogąc przestać. Rechotał się jeszcze dobre pół godziny po wyjściu gości.
Ony na wszelki wypadek zaprowadził ciemną nocą tudzież bladym świtem Lotnika na pogotowie na Hożą, skąd wrócili w okolicach piątej rano budząc na miejscu nieszczęsnych lekarzy ciężko pracujących na dyżurze w wyniku małej ilości weekendowych pojebów robiących sobie krzywdę po pijaku.

Do tej pory Ony rzuca tylko do (nadal!) rechoczącego się na samo wspomnienie lotu Marudy:
- jesteś idiotą!
- bałwan!
- co za skrajny idiota!
Komentarze Marudy: ale jakie będą opowieści! Doprawdy żałuję, że trakcie skoku nie wrzasnąłem czegos równie radosnego jak:
- Victory at see!
- Leeroy Jenkins! **
Jaka wtedy byłaby legenda!
 Ony powoli zaczął żałować, że nie podrzucił towarzystwu w trakcie tragikomedii pomysłu, który mu zaświtał jako pierwszy czyli wysłania "misji ratunkowej" w postaci wyrzucenia kolejnej jednostki lotem koszącym w ślad za klapkiem, plecakiem i Marudą.

Maruda odkrył w sobie małego, radosnego, prywatnego psychopatę i w wyniku radosnego skoku ma napad chęci skakania na bungee.

Właśnie pożegnał się z nami słowami: no cześć, jakoś się spotkamy w locie.

Gość w dom Maruda z balkonu.

* mieszkamy na pierwszsym piętrze (z sutereną) a pod balkonem jest za-chaszczur-owany ogród z bliżej niewiadomymi niespodziankami.
** link do radosnego filmiku.




2009-10-18 16:31:03 skomentuj (5)

zmodyfikowane: makatka